Gdzie jesteś: Strona główna » Materiały » Histeria i Histrionia cz. II

Histeria i Histrionia cz.II

Wykład dra Piotra Drozdowskiego – Szkoła Psychoterapii Psychodynamicznej;  czerwiec 2005

Dzisiaj zamierzam państwu zaprezentować w jaki sposób rozwiązanie edypalne przybiera formę negatywną lub pozytywną. Zacznę od tego żeby państwu zaprezentować analogiczne rozwiązania u mężczyzn. Przedstawiłem państwu losy edypalności u kobiet, pozytywnego i negatywnego rozwiązania edypalności u kobiet i podobnie wygląda to u mężczyzn, ale u mężczyzn wydaje mi się to bardziej znane, ta wersja zarówno pozytywna i negatywna została bardziej zbanalizowana, dlatego tylko pokrótce ją zaprezentuję. Można powiedzieć, że ten sam szkic rozwoju, który występuje u pacjentek histrionicznych  i histerycznych można w pewnym sensie przystosować, zaaplikować do rozwoju mężczyzn i mamy te  dwie wersje; wersję preedypalną i edypalną. Ta preedypalna w pewnym sensie byłaby podobna do stereotypu u kobiet w tym zakresie, że ten okres preedypalny przebiega głównie poprzez ekspozycję relacji z matką.Gdybyśmy mówili o „oralnej histerii” czyli histrionii, to wówczas musielibyśmy przyjąć, że występuje realny,bądź symboliczny brak ojca, a co za tym idzie - więź z matką jest dominująca.Chłopiec w związku z tym nie pozbywa się pierwotnej identyfikacji z matką, czyli że trudności rozwojowe sprowadzają się do nie oderwania się od matki, zresztą podobnie jak u dziewcząt. Pamiętacie państwo, że omawialiśmy tą wersję  przywarcia u kobiet do matki, dajacego w rezultacie tendencje do wtórnego nieświadomego homoseksualizmu, wynikajacego z takiej libidinizacji matki. U chłopców rozwiązaniem jest albo taka wersja przywierania co znaczy, że prowadzi ona do modelowania siebie według matki, co prowadzi do rozwoju osobowości wycofanej, pasywnej, niektórzy określają „zniewieściałej” jeżeli chodzi o tożsamość, albo jest ta druga wersja, która jeżeli pamiętacie, u kobiet polega na zbliżeniu się do ojca i przeniesieniu wtedy na niego potrzeb „odżywczych”.Tutaj jeżeli ojca nie ma, to u chłopców tożsamość opiera się na przyjęciu stereotypów kulturowych bycia mężczyzną, sztucznych, zewnętrznych, nie popartych grą z ojcem realnym. Czyli, że ten mężczyzna później nie ma w sobie realnej relacji z „ojcem realnym”, obojętnie jaki by ten ojciec nie był, tylko ma raczej w sobie grę z takim zaprzeczeniowym obrazem kobiety, zaprzeczeniowym obrazem matki. Prowadzi to do różnego rodzaju pseudo- czy hiper-męskich zachowań, hiper-męskich stereotypów. Co oczywiście jest zaprzeczeniem  lęków przed byciem kobiecym czy zniewieściałym, czyli lęków przed podobieństwa do matki.Tak więc, albo rozwiązanie tego dylematu jest niekonfliktowe, tzn. przywarcie do matki powoduje wejście w rolę „męskiej kobiety” można by powiedzieć, z wszystkimi konsekwencjami ( niekoniecznie z tym łączy się homoseksualizm, podkreślam bardzo wyraźnie). Albo wprost przeciwnie, zaprzeczeniowa relacja oparta jest nie o realne związki, nie o realną historię, tylko o relację z wynajętymi od kultury stereotypami męskimi. Drugim obszarem rozwojowym, który może prowokować negatywne rozwiązanie kompleksu edypalnego to jest już sytuacja edypalna, w której podobnie jak u dziewcząt chłopiec doznaje tak zwanego „zranienienia narcystycznego”. Jeżeli zranienie narcystyczne ma u kobiet wymiar głównie anatomiczno-psychologiczny, to u chłopców głównie psychologiczny; a to znaczy że u chłopców ma ono tak przebiegać, że nie jest w stanie ten chłopiec być tak blisko matki, czy w tak szczególny sposób być związany z matką, jak w szczególny sposób jest związany ojciec, oczywiście w nieświadomej fantazji. I teraz, jak pamiętacie, rozwiązanie tego zranienia narcystycznego jest kluczowe dla dalszego rozwoju. Albo to zranienie jest akceptowane, przyjmowane, czyli że żuciem psychicznym zaczyna rządzić zasada realności, a co za tym idzie chłopiec wycofuje się z rywalizacji z ojcem o matkę, a podejmuje rywalizację z ojcem we wszystkich innych zakresach.  Albo podejmuje rozwiązanie edypalne negatywne, to znaczy rezygnuje z wszystkich rywalizacyjnych relacji z ojcem, a podejmuje rywalizację z ojcem w jednym wątku, to znaczy w wątku stania się bliskim, wyjątkowym, czy przewyższającym swoim znaczeniem ojca w relacji z matką. Czyli, że podejmuje rywalizację klasycznie edypalną,  oczywiście w symbolicznym znaczeniu tego słowa. Dlaczego się wycofuje z tych rywalizacji z ojcem we wszystkich innych zakresach? Powodem takiego zachowania jest u niego przede wszystkim lęk kastracyjny. Ponieważ  nie wyparte, nie zaprzeczone, kulturowo nie odrzucone fantazje bliskości erotycznej z matką, czyli zajęcia miejsca ojca, powodują lęk przed reakcją ojca. I powodem lęku kastracyjnego jest lęk przed agresją ojcowską, co powoduje u niego unikanie jakiejkolwiek rywalizacji z ojcem. Taki młody chłopak wchodzi w stan tak zwanego „tryumfu edypalnego”, to znaczy tryumfu zwycięstwa nad ojcem w rywalizacji o matkę.Efektem tego jest zablokowanie całego innego obszaru rywalizacji, czyli rozwoju obrazu swojej męskości, poza jedynie tą wyjątkową relacją i - przede wszystkim - lęk kastracyjny. Lęk kastracyjny w związku z tym jest podstawowym lękiem, który rządzi tym mężczyzną, chłopcem czy mężczyzną i kształtuje późniejsze jego style życia.Tak jak państwo wiecie, ten styl życia jest albo związany z identyfikacją z rolą kastrowanego mężczyzny albo z maksymalnym zaprzeczeniem. Identyfikacja może przebiegać, może być obecna, może być widoczna w różnego rodzaju stylach życia. Przyjmuje się, że wówczas klasycznym stylem życia jest wycofanie się z relacji z innymi kobietami, takie przyjęcie celibatowego stylu życia, co ma być również wzmocnieniem dla specyficznej lojalności w stosunku do swoich matek. Zaprzeczeniowo też w histerycznej edypalnej relacji, rozwiązaniem konfliktu edypalnego będą też hiper-męskie zachowania, czyli przede wszystkim kompulsywne uwodzenie kobiet, to będzie zespół Don Juana, to będą wszelkiego rodzaju histeryczne przymusy różnego rodzaju zachowań tylko i wyłącznie męskich, czyli takich, które w danej kulturze łączą się z męskością.Te zjawiska będą kreować to, co my później postrzegamy jako cechy histeryczne u mężczyzn, a więc demonstratywność, przesadę, spektakularność pewnych zachowań, pewnych kierunków rozwojowych na przykład związanych z zajmowaniem się wyglądem,  sylwetką. Może to ulec przemieszczeniu, bardzo często u inteligentnych ludzi ulega to przemieszczeniu. Takim obszarem klasycznego przemieszczenia jest praca. To znaczy rozwiązywanie dylematów swojej męskości w pracy,a to co różni taką postawę od dojrzałego stosunku do pracy jest to, że praca ma być tutaj przede wszystkim źródłem sławy, znaczenia. Można powiedzieć, że ten element prestiżu pracy i gratyfikacji narcystycznej, to jest jedna z tak zwanych obron narcystycznych,  majacych u swojego podłoża  mechanizm likwidujący czy też osłabiający lęki kastracyjne. Obrony narcystyczne są obronami, które możemy uruchamiać we wszystkich fazach naszego rozwoju i w bardzo różnych sytuacjach. Lęk kastracyjny, a więc sytuacja edypalna, typowo nadaje się do tego, żeby zastosować obronę narcystyczną  i często przestrzenią, w której stosowana jest ta obrona narcystyczna, jest właśnie praca. Widać u tych ludzi, że praca jest dla nich taką formą pewnego rodzaju reparacji fallicznej. Te osoby, które zaś rezygnują całkowicie z rywalizacji ze swoim ojcem, a później rywalizacji z innymi mężczyznami, które odnoszą ten tak zwany „tryumf edypalny” w dzieciństwie i które się boją rywalizacji innych mężczyzn przybierają klasyczną obronną formę pasywną, wycofaną postawę, która wcale się nie musi wiazać się z homoseksualizmem. Mogą być to postawy bardziej heteroseksualne, z charakterystyczną dla nich  pasywnością. Na przykład, jak szukają swoich dziewcząt, partnerek, żon to klasycznym takim sposobem jest pasywność. To są mężczyźni, którzy najczęściej są wybierani przez kobiety do tych różnych ról, a nie wybierają sami, czy też nie angażują się w ryzyko bycia odrzuconymi, czyli ryzyko pogłębienia swoich lęków kastracyjnych, bo w tym porządku niezgodę kobiety na bliskość, czy na kontynuowanie znajomości ci mężczyźni tak przeżywają. Mężczyzn tych charakteryzuje pasywność i zajmowanie się cały czas swoim obrazem, a kobieta, która jest wobec niego aktywna, potwierdza tego mężczyznę, jego atrakcyjność, jego męskość i na tym jest skoncentrowany, nie na określonych obiektach, nie na określonych kobietach, nie na określonych swoich pragnieniach czy preferencjach, a bardziej na niekończących się potwierdzeniach swojej wartości. Często w powiązaniu z tą charakterystyką pojawia się wspomniany przeze mnie zespół Don Juana, czyli przymusowy, kompulsywny sposób uwodzenia. Jak państwo wiecie ten lęk kastracyjny, który się przejawia świadomie jako lęk przed impotencją nie jest rozwiązywalny, to znaczy nie ma możliwości,  jak w każdym przypadku cechy narcystycznej, aby go rozwiazać poza psychoterapią; nie ma takiej ilości uwiedzeń, które by potwierdziły, czy uspokoiły takiego mężczyznę, czyli jest on skazany na przymus powtarzania w tym względzie. Trzeba przyjąć, że w przypadku mężczyzn, podobnie jak w przypadku kobiet histeroidia, a więc to pomieszanie, ten stan konfuzyjny pomiędzy tym czy jestem kobietą czy jestem mężczyzną, odbywa się na głębszym poziomie, odbywa się na poziomie pierwotnych identyfikacji.Pamiętacie jak mówiłem, że u kobiet występuje ten dylemat „pierś = penis”, to jest trochę podobne w przypadku mężczyzn, a histeria rozgrywa się już na o wiele późniejszym okresie edypalnym. W gruncie rzeczy u mężczyzn organizuje się stosunek do własnego lęku kastracyjnego, w którym całe właściwie jego późniejsze życie, jego funkcjonowanie staje się różnymi formami rozwiązywania i zajmowania się tymi lękami kastracyjnymi. Gdyby w związku z tym podsumować to co my rozumiemy przez patologię edypalną dzisiaj, nie w ten sposób klasyczny, który gdzieś na początku 20 wieku został sformułowany, to można by powiedzieć, że współczesny konflikt edypalny sprowadza się do jeszcze raz - albo później - rozwiązanego problemu separacji - indywidualizacji od matki. To jest jak gdyby wznowa, to jest jeszcze raz rozwojowo rozegrany proces separacji. Państwo powinni pamiętać, że ten proces zaczyna się w pozycji depresyjnej, więc koło 8-9 miesiąca życia, reaktywuje się we wszystkich rozwojowych sytuacjach w pierwszych 2-ch latach, które wymuszają na dziecku  proces separowania się i indywiduowania. Mówiliśmy o idywiduacji, mówiliśmy o osobowości narcystycznej, mówiliśmy o osobowości borderline, mówiliśmy o osobowości antyspołecznej, a tu jest jeszcze raz tylko około od 2,5 roku życia do około 3 roku ustawienie tego procesu separacji indywidualizacji w momencie, kiedy następuje zróżnicowanie świata ludzkiego u dziecka na świat kobiet i mężczyzn. I wtedy stosunek do matki tworzy te dwa tory, albo pożądany, zdrowy prorozwojowo rozwiązany problem edypalny, albo jego wersję patologiczną. W tym ujęciu zarówno i dziewczęta i chłopcy mają w sytuacji edypalnej trudności wówczas, wtedy zmierzają, można by powiedzieć, do patologicznej wersji sytuacji edypalnej, kiedy nadmiernie wiążą się z matką. Dlatego mówię, że to jest reaktywacja problemów separacji - indywiduacji. Obojętnie czy u dziewcząt czy u chłopców, jeżeli przywierają do matki.Oczywiście inne są konsekwencje przywarcia dziewczynki do matki, inne konsekwencje przywarcia chłopca do matki, ale generalnie w tym są do siebie podobni. Jeżeli nadmiernie przywierają, a nie podejmują w różny sposób gry z ojcem, czyli klasycznie - jak to się mówi od 40 lat -  nie zamieniają sytuacji diadycznej na sytuację triangulacji, czyli wejścia w relację z dwoma rodzicami. Tylko pozostają w takim przywierającym związku z matką, w nierozwojowej relacji z matką, to wtedy prowadzi to do patologii klinicznej, którą my z zewnątrz obserwujemy jako albo histrionię albo histerię. Histrionię wtedy, kiedy ten problem edypalny, to nadmierne przywieranie do matki jest stygmatyzowane, jest uwarunkowane wcześniejszą jeszcze fazą. A histerię klinicznie rzecz biorąc wtedy, kiedy ten pierwszy  okres do 2 roku życia, podstawowy okres rozwoju separacji – indywiduacji, przebiega relatywnie bez większej patologii, a patologia rozpoczęła się w okresie edypalnym i wtedy jest to zaburzenie teoretycznie płytsze, lżejsze, nie tak głębokie jak w przypadku histrionii, gdzie dochodzi do pewnych konfuzji poznawczych, których w histerii zasadniczo nie ma. To jest kolejna wersja problemów separacji - indywiduacji, nie ostatnia, bo jeszcze raz ten problem zostanie wniesiony i postawiony rozwojowo w okresie adolescencji. To będzie taki ostatni okres kiedy jeszcze raz staniemy jak gdyby w obliczu tego rozstania się albo przywarcia. Jakie są konsekwencje przywarcia, to będziemy mówić po wakacjach, kiedy będę państwu prezentował patologię jedzenia. Bardzo duża część patologii jedzenia jest niczym innym jak źle rozwiązanym, z różnych oczywiście powodów, problemem separacji indywiduacji u dziewczyny, ale w okresie adolescencji i wtedy objawy będą formą patologicznego separowania się od matki. Ten problem wraca, tak jak mówiliśmy przy „pozycji depresyjnej” rok temu, że jesteśmy zawarci we wszystkich konfliktach, w sytuacjach trudnych, pomiędzy rozwiązaniem depresyjnym a schizoidalno-paranoidalnym. Tak samo można powiedzieć, że do okresu dojrzewania borykamy się co chwila z tym samym dylematem i rozwiązaniem jest albo powrót do matki i odtworzenie diadyczności albo oderwanie się i triangulacja. Jest cały szereg okoliczności, które ułatwiają albo utrudniają ten proces separowania, a więc w tym wypadku negatywnie albo pozytywnie rozwiązany okres edypalny. Takim klasycznym problemem jest problem realności i problem fantazji. Problem realności edypalnej i problem fantazji edypalnej. To znaczy problem realnego kazirodztwa i kazirodztwa wyobrażonego, bo to tabu kazirodztwa jest kamieniem węgielnym naszej kultury. To jest problem od początku powstawania analizy. Freud na samym początku zastanawiał się, czy to co on słyszy od tych kobiet wiedeńskich na temat ich pamięci i doświadczeń wczesnodziecięcych, to czy ma on do czynienia z fantazją czy z referowaniem faktów. Sto lat później trzeba powiedzieć, że może być i tak i tak. Czyli, że to przywarcie do matki, że te szczególne patologie edypalne uniemożliwiające u kobiet związki z innymi mężczyznami, satysfakcjonujące i głębokie,  ewoluujace,  i związki u mężczyzn z innymi kobietami też nie satysfakcjonujące i też nie ewolucyjne, że one są uwarunkowane u niektórych osób bardziej doświadczeniami. To znaczy, że w okresie dziecięcym te osoby rzeczywiście doznawały realnych przekroczeń intymności ze strony albo rodziców, albo osób pełniących funkcje rodzicielskie, albo z powodu różnych zachowań szczególnie głęboko i silnie przeżywały fantazje dotyczące libidinizacji i erotyzacji swoich ojców i swoich matek. My w tej chwili postrzegamy tak, nie rozstrzygnęliśmy tego, trzeba bardzo wyraźnie powiedzieć, nie posiadamy takiej metody, która by nam w sposób wyraźny pokazywała z czym mamy do czynienia, my się domyśliwamy bardzo często analizując osobowość, a przede wszystkim psychopatologię czy mamy do czynienia z tak zwaną ofiarą incestu, czy mamy do czynienia z  „ofiarą fantazji incestualnej”. Wiemy tylko, że bardzo często jest tak, że kobieta na przykład, która nigdy nie była napastowana przez ojca, czy przez ojczyma, może mieć bardzo silne świadome i nieświadome seksualne pragnienia, które kieruje do niego, a kobieta czy mężczyzna którzy mieli bardzo silne doświadczenia realne ze swoimi rodzicami mogą mieć po przez cały szereg mechanizmów, mechanizmów o których będę dzisiaj mówił, całkowitą niepamięć tego typu wydarzeń. I dopiero po typie interakcji interpersonalnych i przeniesieniowych, po typie ich związków możemy sugerować, domniemywać, przypuszczać, że trudno mieć takie życie i trudno mieć taka psychopatologię bez określonych faktów z dzieciństwa. Państwo sami macie takie doświadczenie zawodowe, że w terapii potwierdza się dużo domniemanych spraw, ale nie mamy tej kropki nad „i”, nie mamy engramu pamięciowego, nie mamy konkretnej sceny, która się pojawia i która rzeczywiście, gdyby się pojawiła, zamknęłaby wszystko ( wiedzę o pacjencie…) w pewną całość. Czyli że mamy do czynienia dalej albo z masywną grą wyobraźni, albo mamy do czynienia z określonym zespołem psychopatologicznym sugerującym fakt. Sytuacja jest bardzo złożona również z tego powodu, że ludzie doświadczają - nasi pacjenci doświadczają -  bardzo wielu trudnych stanów emocjonalnych, są to najczęściej stany depresyjne ( mówiłem to przy depresjach, a  w tej chwili chcę to powtórzyć), i bardzo często starają się wytłumaczyć swoje problemy , stwarzając struktury racjonalizujące przyczyny, na przykład swoich stanów depresyjnych lub niepowodzeń życiowych, jako majace różnego rodzaju uwarunkowania w tendencjach kulturowych. W czasie kiedy kultura nam podsuwa bardzo wyraźne rozwiązania mówiące, że duża część naszych zespołów psychopatologicznych, dylematów, nieszczęść i  subiektywnego poczucia dyskomfortu może być związana z niepamiętnymi problemami z wczesnego dzieciństwa. Mamy często do czynienia z tworzeniem neorzeczywistości, takiej neohistorii czy neobiografii własnej. Musimy być w związku z tym bardzo ostrożni. Po tych stu latach nie mamy żadnych jednoznacznych kryteriów różnicowania faktów od fantazji. Mamy tylko swoją wiedzę, swoją intuicję kliniczną, swoje umiejętności, które nam sugerują, że rzeczywiście jedna albo druga wersja ma miejsce w danym przypadku. Przyjęło się generalnie, że jeżeli chodzi o te ciężkie postacie histerii, to co nazywamy histrionią to zasadniczo (oczywiście wszystko jest statystycznie, wszystko jest przeciętnie)  histrionia jest tworzona przez fakt. To znaczy w tej wersji fakt versus fantazja można by powiedzieć, że patologia histrioniczna jest najczęściej poprzedzona faktycznym incestem, nadużyciem. Czyli te pacjentki, które u Freuda mówiły o realności były bardziej histrioniczne. Przypomnę, że my w tej chwili jako histrionię rozumiemy te najcięższe postacie dysocjacyjno-konwersyjne histerii. Zaś te osobowości bardziej histeryczne będą mieć genezę raczej związaną z fantazjami, to znaczy, że będą mieć one to, co się nazywa wyjątkowymi relacjami ze swoimi matkami albo wyjątkowymi relacjami edypalnymi  ze swoimi ojcami w przypadku dziewcząt. To jest tak zwana specjalna, wyjątkowa relacja. Zwykle jeżeli chodzi o pacjentki histeryczne to ich ojcowie są głęboko nieszczęśliwi w związkach ze swoimi żonami i najczęściej traktują swoje córki jako takie bardziej satysfakcjonujące ich kobiety, prowadząc z nimi swoistą grę, którą byśmy nazwali grą erotyzacyjną. Tam nie ma przekraczania granic, tam nie ma fizycznego incestu, ale jest swoisty stan napięcia uwodzenia, głębokiej erotyzacji, przy jednoczesnej dewaluacji żony, co prowadzi do „edypalnego tryumfu u córki”, poczucia zwycięstwa nad matką, czyli zajęcia specyficznej roli, miejsca, czy pozycji przy ojcu, co w gruncie rzeczy rozwojowo jest dramatem, bo trudno wówczas porzucić ojca. U córki rodzi się przekonanie, że jest bardziej atrakcyjna, wyróżniana i bliższa ojcu niż matka, ale w znaczeniu zabarwionym erotycznie. Różne drogi do tego prowadzą, to może też być osobowość ojca, mówiłem miesiąc temu, że od ojca bardzo dużo zależy, np. takie zniechęcanie, czy tworzenie granic, urealnianie relacji pomiędzy córką a ojcem. Może to być pierwotnie związane z osobowością matki, która nie daje mężowi żadnego oparcia i skazuje go na pewną samotność emocjonalną i jak gdyby sama oddziela się od swojego męża. Wersji jest bardzo dużo i jeżeli sobie przypominam to co mówiłem przy patologii borderline, kiedy po raz pierwszy dotknąłem problemu nadużycia, to mówiłem państwu o transgeneracyjnym, albo kilkupokoleniowym modelu incestu. Według Kunstera problem zaczyna się od babek i od konfliktu między dziadkami a babkami. Od wytypowania matki jako tej  córki najbardziej podobnej do ojca. Czyli kumulacja pewnych nie zaspokojeń, wrogości pomiędzy małżonkami może się zrealizować w trzecim pokoleniu w fakcie incestu. Do tego oczywiście musi być odpowiednia osobowość ojca - ja mówię o fakcie incestu, ja nie mówię o fantazjach. Najczęściej się mówi, że musi być on bardzo niedojrzały osobowościowo, że najczęściej ma rysy paranoidalne, paranoiczne, że ma bardzo dużo ukrytej wrogości do kobiet. To państwo pamiętacie, że kluczową osobą w inceście nie jest ojciec tylko jest ta matka milcząca, która niekoniecznie udaje, ale tak się zachowuje, jakby nie widziała incestu, że to jest ten ukryty agresor, to jest ten człowiek, który reżyseruje sytuację incestu. Bardziej mnie interesuje nie tworzenie tych scenariuszy które najczęściej są systemowo interpretowane, tylko mnie interesują najbardziej skutki  i konsekwencje w pracy terapeutycznej, jak pracować z takimi osobami, które klinicznie spostrzegamy histerycznie czy histrionicznie, a jeżeli stwierdzimy, czy będziemy mieć podejrzenia, że są ofiarami incestu w jaki sposób będziemy z nimi pracować.Więcej o tym powiem jak będę mówił o zespołach dysocjacyjnych, wtedy podstawową obroną przed traumą incestualną i innymi szeroko pojętymi nadużyciami, podstawową obroną a nie konsekwencją psychopatologiczną,  są zespoły dysocjacyjne pod postacią przede wszystkim wielorakiej osobowości, a czasem pod postacią PTSD. W tej chwili tylko sygnalizuję ten problem. Problem, który mnie bardziej interesuje nie w znaczeniu rozwoju dynamicznego, tylko raczej powrotu do tego, co jest prawdą. To znaczy, że my dalej mamy do czynienia nie z pojęciem prawdy i fałszu tylko mamy do czynienia z bardziej procesami konceptualizacji swojego życia. Oznacza to, że to co pacjent do nas mówi to są twory konceptualne, one są mieszaniną doznań, faktów i fantazji; w jakich proporcjach, to już jest indywidualna sprawa. Dlaczego o tym mówię?- Bo bardzo często państwo jednak będziecie pracować w środowiskach, które będą ten dylemat konceptualizmu omijać poprzez powrót do dosyć prostego stwierdzenia: czy to się stało czy to się nie stało. Dla nas, jeżeli mamy dynamicznie pracować z tymi ludźmi, mamy ich prowadzić, mamy likwidować ich trudności emocjonalne, ich symptomy, to nie ma to większego znaczenia. Na pewno nie powinniśmy przyjmować, że tylko fakty realne tworzą patologię, na pewno nie. Omówiliśmy psychopatologię i obraz kliniczny osobowości histrionicznej i histerycznej, omówiliśmy etiopatologię, czyli drogi prowadzące do histerii i histrionii u kobiet i u mężczyzn.

Teraz omówimy leczenie osobowości histerycznych i histrionicznych.

 Generalnie pacjenci z osobowością histeryczną i histrioniczną dobrze odpowiadają na psychoterapię dynamiczną indywidualną, dobrze również odpowiadają na klasyczne techniki wzięte z psychoanalizy. Trafiają oni jednak nie z powodu takiego rozeznania swoich trudności, jak przede wszystkim, do terapii trafiają z powodu załamania się niektórych układów, bardzo często załamania się małżeństwa, czasami relacji partnerskiej, bardzo często trafiają do terapii z powodu dysfunkcji seksualnych, często trafiają z powodu nawracających stanów depresyjnych, niepokoju. Czyli trafiają z tego powodu, co inne zdekompensowane osobowości, czy charaktery. Jak mówiliśmy, taki okresowy stan dyskomfortu i  dysfunkcji  może być czynnikiem prowokującym decyzję do leczenia. Na pewno nie świadomość, że się ma osobowość histeryczną czy histrioniczną. Jakie są zasady techniki leczenia tych osób ? Przede wszystkim podstawową zasadą i pierwszą taka formacją, którą napotykamy, na której się musimy skupić to jest ich opór, czyli powinniśmy się skoncentrować na ich oporze. Ten opór jest kierowany na obronę, ochronę nieświadomych doznań, tak zwanego nieświadomego materiału. Jeżeli mówimy, że musimy się skupić na tych ich rozbudowanych oporowych obronach przeciwko dotarciu do tych wspomnieniowych trudnych faktów, to takim wyrazem tego oporu jest wspomniany przeze mnie miesiąc temu specyficzny dla nich styl. Tak zwany styl kognitywny, który tworzy pierwszą, główną konfigurację obronną pacjenta. Pamiętacie Państwo, nazwałem najbardziej skrótowo ten styl jako impresjonistyczny, przypominacie sobie Państwo,  że charakteryzuje się taką niemożnością, trudnościami koncentracji na detalu, szczególe. Czym to się przejawia realnie u tych pacjentów w kontaktach z nami? To jest  trudna dla nas propozycja, mianowicie oni oczekują, że my ich będziemy rozumieć intuicyjnie, niewerbalnie, bez słów. To są klasyczni pacjenci, którzy przychodzą  i mówią „bo pan jest jedyną osobą, która mnie rozumie, panu to mówić nie trzeba, pan wie co mam na myśli”. Wszyscy są tacy, że się dopytują, a my to jesteśmy tacy, że nie musimy pewnych rzeczy nazywać; „ pan wie co ja czuję” . Jest to trudna obrona dlatego, że apeluje do naszych  empatycznych możliwości i może być przez nas traktowana jak pewnego rodzaju pokusa do kontaktowania się bez słów. Dużo jest w tym oczekiwaniu podziwu dla nas, bardzo dużo jest jak mówiłem, gratyfikacji narcystycznych, w związku z tym możemy się dać łatwo uwieść na ten typ dialogu.Jak zapytamy w stylu poznawczym „jak było ?” to on odpowie w stylu klasycznym dla histeryków „było świetnie, wspaniale, super”; jednocześnie jeżeli to poprze przekonaniem, że my rozumiemy co on czuje i co ma na myśli to możemy na takim dialogu lapidarnym, obronnym poprzestać. Czyli na początku terapeuta, który o tym wie, że nie ma do czynienia ze szczególnym typem dialogu bliskich sobie osób, czy pokrewnych dusz, tylko ma do czynienia z obroną, musi nauczyć pacjenta, że rozwój rozumienia nazywania, uszczegółowienia i jego stanów emocjonalnych, i jego stanów intelektualnych, czyli nazywanie i formułowanie myśli jest dla pacjenta możliwe i nieodzowne. Przede wszystkim  chodzi o to, żeby pacjent na początku nauczył się szczególowego nazywania  różnego rodzaju doświadczeń wewnętrznych. Oczywiście, że pacjenci są do tego nie przyzwyczajeni, nie chcą tego, unikają i po tym używaniu tych sformułowań, czy sugerowaniu wam, że macie zrozumieć, rozmawiać z nimi bez słów, będą często używać słowa „nie wiem” „nie potrafię panu odpowiedzieć na to słynne pytanie, co pan czuje, co pan czy pani przeżywa”. Musimy wtedy zachęcać. Jest to mało analityczna technika pracy -  będziemy o tym mówić za rok jakie są typy interwencji psychodynamicznych -  jednym jest „zachęta”, i tutaj mamy zachętę do tego, żeby ten pacjent się uczył, żeby przezwyciężał te swoje nałogi i starał się jednak pomimo tego, że nie potrafi i boi się, jednak doprecyzowywać swoje stany emocjonalne. Czasami możemy się też posłużyć interpretacją. To znaczy dać mu taką wiedzę pomocniczą, dlaczego on broni się przed rozeznaniem swoich myśli i swoich uczuć. Dodatkowym kłopotem jest to, że u tych pacjentów to doświadczenie wewnętrzne nie jest stałe, to nie są pacjenci tacy jak na przykład obsesyjno-kompulsywni, którzy mają bardzo sztywny i stały świat tych swoich doznań. To są zmienni pacjenci zarówno pod względem nastroju jak i fantazji, wielu autorów opisuje ich doświadczenie wewnętrzne jako „liście na wietrze”,  jest w nim coś bardzo takiego zwiewnego, nietypowego, nietrwałego. Oni mają rozliczne obrony, które się przejawiają bezpośrednio w kontakcie z tym, że im czasami z jednej myśli nie wynika druga myśl. To są osoby, które mają z powodów obronnych, porozbijaną potoczystość, czy logiczne wynikanie w swoim mówieniu. Jak i w sposób klasyczny mają rozbitą jedność pomiędzy emocją a myślami. Jak złożycie to, ze oni bronią dostępu do swojego doświadczenia wewnętrznego, że ich doświadczenia wewnętrzne są zwiewne, zmienne i nietrwałe, że mają bardzo często rozbitą koniunkcję pomiędzy jedną a drugą myślą i emocją, to widzicie Państwo z jakim my wielkim trudem musimy na początku uczyć ich, czy też przeuczać na werbalny język opisujący wewnętrzne doświadczenia. Dlatego to podkreślam, bo jest to pierwszy etap, który my musimy z tymi pacjentami przepracować, jeżeli mamy w ogóle pójść o krok dalej. Jest on właściwie takim etapem edukacyjnym, uczenia ich nowego języka, nowego sposobu wyartykułowania czy wyrażania siebie. Różnie ten okres się opisuje,  Allen na przykład uważa, że to może trwać bardzo długo, nawet 1 rok czy 1,5 roku, taka pierwsza faza terapii, można powiedzieć, nauki tych pacjentów. Horovitz uważa, że dopiero jak pojawia się u tych pacjentów możliwość nazywania głębszych stanów emocjonalnych, tolerowania tych stanów emocjonalnych, czyli pojawia się jakby nowy język wyrazu, dopiero wtedy oni mogą się nauczyć obserwacji szczegółu, czyli dopiero wtedy szczegółowi mogą poświęcić trochę więcej chwil. Dlaczego  przykładamy takie znaczenie do tej nauki. Ponieważ równolegle obok tej nauki nowego języka zmienia się jego interakcja z otoczeniem. Państwo pamiętacie, że jak powoływałem się w opisie na Horovitza miesiąc temu to mówiłem, że on uważa, iż u osobowości histerycznej i histrionicznej wytwarzają się takie klasyczne typy interakcji z innymi. Mianowicie ma być relacja typu ofiara-agresor, dziecko-rodzic, przemoc-ucieczka. Ukształtowane osobowości histeryczne wchodzą w ten typ relacji z wszystkimi. Rzecz polega na tym, że ta identyfikacja „ofiara dziecko” i „przemoc” jest identyfikacją osoby skrajnie pasywnej. Uważa się, że jeżeli my w pierwszej fazie terapii uda nam się zmienić ten styl kognitywny, zmienić ten język i  pacjent jest w stanie się kontaktować po pewnym czasie ze swoimi stanami emocjonalnymi, koncentrować się na szczególe, opisywać swoje doświadczenia wewnętrzne, to on się w tym momencie zaczyna wydobywać z identyfikacji pasywno - infantylnej. Staje się nie tyle ofiarą różnych interakcji, co się staje aktywnym podmiotem. Z przedmiotowej jego identyfikacja zmienia się na podmiotową. I to jest głównym celem naszych oddziaływań, żeby on wyszedł z tego klasycznego bycia tym pasywnym, wycofanym, „gwałconym”, czyli dzieckiem w stosunku do którego stosowana jest przemoc. Nie ma innej drogi jak poprzez zmianę wewnętrznego stylu kognitywnego. On jest jeszcze wzmacniany, to też pewnie ze swojej praktyki wiecie, że są to osoby, które w ogóle doświadczają jaskrawych i wyrazistych wyobrażeń wizualnych, zmysłowych i fantazji. Ich na przykład sny to są bardzo bogate, często wśród tych ludzi są osoby, które doznają różnego rodzaju wizji. Jeżeli mają uzdolnienia czy talenty malarskie, to wywodzą się z tych ludzi osoby, które  mają duże możliwości wizualnego, niewerbalnego przekazu swojego doświadczenia wewnętrznego, co też jest bardzo trudne, ale również stanowi dodatkowy język i przekaz,  który możemy wykorzystywać w terapii. Reasumując 1-szy etap leczenia tych osób to jest takie uczenia ich nowego języka w tym celu, żeby nabywali nowego typu identyfikację i zdobywali nowy typ interakcji z otoczeniem. Jest cały szereg obron, które oni uruchamiają w tym procesie przeuczania, jeżeli tak można powiedzieć. Taką klasyczną obroną, która się ujawnia zwykle wtedy, kiedy ten proces się zaczyna, kiedy oni nabywają tą nową tożsamość, czy nową identyfikację, to jest bardzo silne skierowanie ich uwagi  na terapeutę. To znaczy, że u nich w pewnym momencie rośnie bardzo silna potrzeba poznania życia, preferencji, gustów terapeuty. Tych pacjentów, których prowadzimy  klasycznie dynamicznymi technikami, narażamy na prohibicję tej wiedzy, to państwo wiecie. Ale jeżeli przyjąć, że prawie u wszystkich ta prohibicja musi nastąpić, no to w najwyższym stopniu, to jest typ pacjenta w stosunku do których ta prohibicja wiedzy o naszej osobie musi być całkowita. Nikogo tak nie frustrujemy z naszych pacjentów jak pacjentów histerycznych czy histrionicznych, nie frustrujemy ich potrzeby wiedzenia o nas, o faktach i o naszych preferencjach. Dlaczego ta frustracja musi być tak totalna i tak rozległa? Przede wszystkim dlatego, że ich ciekawość naszych osób nie jest ciekawością taką dosłowną, realną. To jest ciekawość obronna, to znaczy, że ich koncentracja na nas ma chronić ich przed koncentracją na ich osobach. To jest jak gdyby taki mechanizm totalny, dość powszechny, samiście Państwo to wielokrotnie w życiu zawodowym doświadczyliście, że jeżeli jakaś rozmowa, jakiś wątek dotyczący waszej osoby stwarza wam sytuację emocjonalną niezręczną, że wy chcecie czegoś uniknąć, to całkiem świadomie odwracacie temat i się pytacie „a co u ciebie?”.  Wtedy uwaga jest koncentrowana nie na was; jak antycypujecie, że możecie dostać jakieś pytanie, którego niechcecie by padło, to już wcześniej tak sterujecie rozmową, żeby wyjść z jakiegoś wątku, jakiegoś motywu, który zmierza w kierunku dla was niekorzystnym.  Identycznie się zachowują pacjenci, czym więcej się bronią przed trudnymi dla nich tematami, ale na poziomie przedświadomym, nie koniecznie świadomym, tym bardziej koncentrują uwagę na was. Jest jednak u tych pacjentów drugi powód, dla którego powinniśmy tą frustrację szczelnie stosować, zdecydowanie odmawiać im jakichkolwiek informacji na nasz temat, to jest to, że z osobowością histeryczną, histrioniczną łączy się bardzo głęboko cecha sugestywności. Oni są bardzo sugestywni i ich taki sposób mimikry psychicznej, takiego mimetyzmu psychicznego, upodabniania się do osób znaczących jest bardzo silnie rozwinięty. Mówiłem, że bierze się to z mniej czy bardziej przedświadomego mechanizmu - na pewno nie jest to proces świadomy - podnoszenia swojego społecznego obrazu przez imitowanie zachowań, które według nich będą zachowaniami akceptowanymi. Do tego im służy umiejętność, czy taka dyspozycja sugestywności, oni są bardzo sugestywni,  zresztą te osoby są szczególnie podatne na techniki sugestywne. Istnieje jednoznaczna korelacja pomiędzy na przykład histeryczno-dysocjacyjnymi cechami osobowości a podatnością na hipnozę, jest cały szereg badań które to potwierdzają. Jeżeli te osoby są tak sugestywne to w momencie, w którym państwo w jakimś sensie popuścicie, odstąpicie od tej zasady i podzielicie się na przykład własnymi preferencjami, na przykład preferencjami etycznymi czy estetycznymi, to już praktycznie na 100% nie dostaniecie materiału o nich. To znaczy, że oni będą to samo lubić co wy, podobnie spostrzegać jakiś obszar jak wy. Czyli jak gdyby zniknie ich odrębność, zniknie to, czym moglibyście się zajmować jako ich obszarem czy etycznym, czy estetycznym, czy autonomicznym, czy jakimkolwiek innym. Oni się po prostu do was upodobniają na zasadzie nieświadomego procesu, będą mieć te same preferencje. Zresztą te osoby są takie, bo jak państwo znacie, to tak bardzo trudno od nich otrzymać informację na przykład co lubią. To już nie mówię tylko o pacjentach, ale w życiu codziennym  spotykamy takie osoby, które, jak pójdziecie na przykład z nimi do restauracji, to trudno dowiedzieć się od nich co by chcieli zjeść(taki całkiem prozaiczny przykład). Z przyczyn osobowościowych on nie wie co wybrać, gdyż on czeka, na poziomie nieświadomym, żeby mu to smakowało to, co wam będzie smakować. Jak pójdziecie z nimi do księgarni chcąc  dowiedzieć się jaki typ literatury  preferuje, to on przede wszystkim myśli o tym, co ma odpowiedzieć, żeby wam nie podpaść. To jest człowiek który idealnie dopełnia albo uzupełnia, wy mówicie na przykład, a on to rozbudowuje czy doprecyzowuje. Są to ludzie od których praktycznie trudno się dowiedzieć czy ogórek czy surówka. To jest pewna cecha już rozlana i ona w psychoterapii ma bardzo istotne znaczenie. Cokolwiek puścicie ze swoich  preferencji, to ten obszar stracicie dla wiedzy, eksploracji. Ta prohibicja u tych osób powinna być całkowita i kardynalną zasadą w leczeniu pacjentów histerycznych jest frustracja właśnie wiedzy o terapeucie. Jeżeli uda się nam tych wszystkich zasad dotrzymać i w ten sposób prowadzić ten dialog, to faktycznie dokonamy pewnych zmian dość istotnych w osobowości tego człowieka  -  ale efektem tego, tak jak powiedziałem -  będzie przede wszystkim nowy typ związków z obiektami, nowy typ ekspresji. Będzie to typ związku aktywnego. Te osoby się zaczną aktywizować. Przestaną być typem pasywnego dziecka, a zaczną wchodzić w rolę aktywnego dorosłego. Pierwszym więc takim obszarem jest praca nad stylem kognitywnymi i nad identyfikacją, czy tak zwaną „reprezentacją self”.

 Drugim, równoległym etapem, ale zwykle następującym później,  jest szczególne znaczenie analizy przeniesienia. Tak jak państwu mówiłem, że nie ma terapii dynamicznej, którą można by tak nazwać, która nie jest skoncentrowana na analizie przeniesienia. Tu jest ona podstawowym źródłem wiedzy i obszarem eksploracji - bo u każdego naszego pacjenta jest to źródło wiedzy i obszar eksploracji -  ale tutaj w sposób szczególnie głęboki.Można powiedzieć, że w sposób klasyczny podstawowym źródłem informacji jest analiza przeniesienia, poprzez ten styl poznawczy kognitywny, poprzez  masywną obronę przed ujawnianiem własnych preferencji tych pacjentów, własnego zdania, własnych poglądów, własnych odczuć, własnych doświadczeń.Z powodu takiej struktury obronnej obszarem, na którym rzeczywiście powinniśmy się koncentrować, jest obszar analizy przeniesienia, u tych osób szczególnie.

Jak mówiłem przed przerwą, tutaj podstawowym wehikułem terapii będzie  przeniesienie i trzeba to zobaczyć, że właśnie to pojęcie przeniesienia zostało przez Freuda sformułowane w pracy z pacjentami histerycznymi. Ono po raz pierwszy się pojawiło się w 1895 roku w pracy „Studia nad histerią”; tam po raz pierwszy Freud nazwał to zjawisko, doprecyzował je, jako że rzeczywiście ma ono z tym typem pacjenta najwięcej wspólnego, jest najbardziej nośne. Oczywiście nie będę mówił co to jest przeniesienie, nie będę się nad tym koncentrował, bo to mamy przed sobą -  jakie są rodzaje przeniesienia, co my przez to pojęcie  rozumiemy. Tutaj trzeba powiedzieć, że przeniesienie jest powtarzaniem w relacji terapeutycznej klasycznych relacji emocjonalnych z wcześniejszymi osobami znaczącymi. To tu , jeżeli mówimy, że zarówno u podłoża histrionii jak i histerii leżą bądź fantazje bądź fakty generalnie rzecz biorąc erotyczne, to oczywiście w przeniesieniu będą się pojawiały te wątki, te motywy. W przeniesieniu u osób hstrionicznych i histerycznych będziemy mieli do czynienia głównie z libidinizacją, głównie z erotyzacją na różne sposoby relacji terapeutycznej z osobą terapeuty. To jest bardzo ważne, coś bardzo dla tych osób typowego. Wiecie że są rodzaje przeniesienia negatywne i pozytywne, ale w tym pozytywnym jest wątek erotyczny, tu najbardziej silnie wyrażony. Jaką postać przybierają tutaj te przeniesienia? Przybierają właściwie postać trzech przeniesień. To znaczy przeniesienia erotycznego, seksualizowanego i erotyzowanego. Takie trzy pojęcia.

 Termin erotyczne przeniesienie jest najczęściej wymiennie używany z pojęciem przeniesienia miłości. My głównie pod tym pojęciem przeniesienia miłości czy erotycznego rozumiemy jakąś swoistą mieszaninę czułości erotyzmu, ale też seksualnych odczuć i tendencji, które doświadcza pacjent w stosunku do swojego terapeuty, terapeutki. Ten typ przeniesienia miłości albo przeniesienia erotycznego jest traktowany jako forma przeniesienia pozytywnego.

Przeniesienie seksualizowane, albo seksualne jest bardziej proste, sprowadza się głównie do tendencji seksualnych, do odczuć seksualnych, do pragnienia relacji seksualnej z terapeutą, oczywiście jest pytanie czy można - tak jak w przypadku przeniesienia erotycznego - wymiennie tu stosować termin przeniesienie miłości. Jak państwo wiecie pojęcie miłości zostało w potocznym języku utożsamione ze współżyciem seksualnym, można i tak, jak ktoś nie wie o skomplikowanych korzeniach pojęcia miłości.

 Co wyróżnia pojęcie seksualne i erotyzowane? To, że jest ono przeżywane neurotycznie, znaczy że jest ono przeżywana egodystonicznie. To znaczy, że jest zachowany paradoks Eubulidesa w przypadku  odczuć tych pacjentów, czyli te tendencje, fantazje, myśli, dążenia które się odczuwa czy bardziej seksualne, czy bardziej erotyczne w stosunku do terapeuty, są postrzegane jako nie do końca adekwatne, jako adresowane bardziej do moich wyobrażeń, często budzą te uczucia wstyd i skrępowanie. W związku z tym są ukrywane, a jak są wypowiadane to z trudnością, wiecie państwo na czym mniej więcej polega wstydliwe traktowanie swoich odczuć. I to jest charakterystyczne: egodystonia, poczucie krytycyzmu, poczucie metafory tej miłościi, określony zestaw emocji, które byśmy nazwali emocjami  pochodzenia neurotycznego, czyli wstydu i winy. To nie znaczy, że one są chore czy patologiczne, tylko są wzięte z fazy rozwoju czy problematyki neurotycznej. W opozycji do tych erotycznych czy seksualnych przeniesień pozostaje pojęcie wprowadzone w późnych latach 70-tych przez Blooma, pojęcie przeniesienia erotyzowanego.

 W opozycji do tego zwyczajowego przeniesienia miłości tutaj pacjent gratyfikację realną postrzega jako możliwą, mało tego - nawet nieodzowną. Można powiedzieć, że to co stanowi obiekt fantazji czy wyobrażeń pacjenta w przeniesieniu erotycznym czy seksualnym to w tym przypadku stanowi obszar dążeń, a nawet czasami nieadekwatnych domagań się pacjenta, który pozostaje w przeniesieniu erotyzowanym. Mówiąc naszym językiem ten paradoks Eubulidesa u niego jest zniesiony. To co w poprzednim przypadku jest traktowane jako fantazja, tutaj jest możliwe jako realność. Jest utrata egodystonii na korzyść egosyntonii. To że ja się zakochuję w kursantce to uważam, że to powinno być zrealizowane, nie widzę w ogóle aspektu metaforycznego, przeniesieniowego, tylko widzę, że jest to dokładna realizacja moich oczekiwań i mało tego, oczekuję że odpowiedź powinna być pozytywna ( to jest przykład, oczywiście!). To są pacjenci, którzy dążą do realnych romansów, nie do żadnych neurotycznych wyobrażeń, tylko do realnych romansów ze swoimi terapeutkami czy terapeutami. Oczywiście dzieje się tak dlatego, że ci pacjenci mają w swoim doświadczeniu nie tyle fantazjowanie na temat zakazanych, zabronionych związków, co mają w swoim doświadczeniu zakazane związki. Oni nie mają tego neurotycznego stosunku tylko mają stosunek osobowościowy. Z psychopatologicznego punktu widzenia sprowadza się to tego, że jeżeli chodzi o tak zwane erotyczne i seksualne przeniesienie to rozwijają go przede  wszystkim pacjenci histeryczni, relatywnie jak państwo pamiętacie zdrowi, tak zwany zdrowy histeryk, pamiętacie, mówiłem o tym, albo prawdziwy histeryk, a przeniesienie erotyzowane rozwijają przede wszystkim histrionicy, czyli głębiej zaburzeni, ci oralni histerycy, pamiętacie takie określenie „oralny” albo „chory” histeryk, tak się naśmiewałem z tych określeń, ale oddają one istotę, czyli ci wcześniej albo głębiej zaburzeni, którzy maja obniżony krytycyzm i egosyntoniczne przeżywanie swoich pragnień. Całe to spektrum od przeniesień erotycznych do erotyzowanych jest określane często, używając określenia Pearsona z 1989 roku, jako „złota kopalnia albo pole minowe” - cały ten obszar, całe spektrum tych przeniesień, od erotycznych do erotyzowanych. To jest trochę gra słów w języku angielskim, tak zwana „gold mind and mine field”. Czyli albo jest złota kopalnią, czyli jest naszą olbrzymią szansą w psychoterapii poprzez analizę tych przeniesień, albo jest naszym polem minowym, na którym wylecimy z tą naszą psychoterapią. Czyli, ze różnie można te zjawiska wykorzystywać. To pole minowe polega na acting out-cie terapeuty, który realizuje pacjenta egosyntoniczne erotyzowane przeniesienie, czyli wchodzi w romans terapeutyczny. Warto tu powiedzieć, że to nie dotyczy osób, które są naiwne i które sa nieświadome czym jest psychoterapia i czym jest osobowość histrioniczna. Badania na które się Gabbard powołuje z połowy lat 90-tych wśród psychoterapeutów amerykańskich mówią o dosyć przedziwnym procencie, u których ten typ acting out-u , albo można by inaczej powiedzieć, komplementarnego przeciwprzeniesienia zaistniał, to jest około 12-14 % i dotyczy to terapeutów wyszkolonych. To nie są terapeuci, którzy nie słyszeli o tym, że jest przeniesienie w którym pacjent chce powtórzyć traumę z wczesnego dzieciństwa. To są tacy terapeuci, którzy wiedzą o tych zjawiskach i którzy pomimo wiedzy i pomimo umiejętności terapii „wylatywali” na tym procesie. W Stanach Zjednoczonych oznacza to koniec takiego terapeuty i nie jedna pozornie wielka kariera profesjonalna się zakończyła poprzez taki romans terapeutyczny, a u nas nieśmiało dopiero coś jak gdyby pączkuje na kształt, że coś się czasami zdarza…To nie chodzi o to żeby się z tych osób nabijać, tylko warto zobaczyć jaka jest siła tego przeniesienia, żeby to państwo dostrzegli, że tutaj wiedza, że tutaj pewien typ profesjonalny u co dziesiątego terapeuty był niewystarczającym zabezpieczeniem. Czyli, że mimo iż ja wiem na co jestem narażony muszę wejść w przeciwprzeniesieniową komplementarną relację, czyli przeżyć romans z pacjentką, chociaż mnie uczyli, że to jest ta pułapka, która na mnie czeka. Ci terapeuci są zwykle opisywani jako ludzie, którzy bardzo się zbliżają do „humanistów”, bo oni są ludźmi często „poszukującymi siebie”. Niektórzy terapeuci są ludźmi poszukującymi dla siebie właściwych form wyrazu, można by powiedzieć, że są to osoby z nie zakończonym procesem kształtowania się obrazu własnej osoby, to po pierwsze. A po drugie, to są to osoby, które mają jak najbardziej, używam tego słowa przekornie, humanistyczną, czyli bardzo szlachetną motywację. To nie są ludzie którzy używali tych pacjentów bo mają rysy antyspołeczne albo mają cechy sadystyczne, albo są erotomanami, to nie są brzydcy psychoterapeuci, to są terapeuci, którzy mają motywy bardzo humanistyczne, bardzo szlachetne, bardzo godne. Czyli ciekawi siebie, z nie zakończonym procesem identyfikacji i z bardzo dużą chęcią pomagania innym i to jest ten typ terapeutów, którzy pomimo profesjonalnej wiedzy wchodzą w te pułapki, oczywiście niszcząc swoją karierę, bo nikt tego rodzaju uzasadnień nie przyjmował jako usprawiedliwienia wejścia w relację z pacjentką, czyli w gruncie rzeczy powtórzenia. Siła jest bardzo duża, bo zasadza się na przymusie powtarzania u tych pacjentek traumy. Na tej szczególnej atrakcyjności dla tych pacjentek, ale też pacjentów, na przymusie powtarzania i przymusie atrakcyjności osób zakazanych. Państwo wiecie, że jako terapeuci wchodzicie państwo w tą pulę osób zakazanych obok tych, których kultura zakazuje: obok rodziców, nauczycieli, księży, to jest następna grupa budząca bardzo wiele asocjacji seksualnych czy erotycznych u pacjentów neurotycznych, a szczególnie histerycznych. Oni też jak „dzieci we mgle” wchodzą bardzo często w związki seksualne, erotyczne, borykając się z tym przez wiele lat. Ponieważ ta siła powtarzania jest bardzo silna, więc to jest to „pole minowe”. Jeżeli chodzi o tą „złotą kopalnie” to nie muszę mówić, że jest to, jeżeli się nie przekracza tych granic, jeżeli się utrzymuje w prohibicji tej fizyczności swojej, tą zasadę prohibicji się utrzymuje w sposób skrajny, no to pojawia się przed nami olbrzymie pole do analizy, do opracowania, do przepracowania z pacjentem wszelkiego rodzaju wątków, tendencji, stylów, sposobów obron, które rozwijają w relacji z osobami znaczącymi. A ci terapeuci, którzy zrealizują przeciwprzeniesieniowe pragnienia powodują,że ten materiał cały ginie, pozostaje im tylko miłość.

Jakich trzeba się trzymać pryncypiów, żeby uniknąć ukonkretnienia miłości.

Przyjmuje się takie, przynajmniej w większości podręczników, które analizują relacje z pacjentami histerycznymi, że są cztery pryncypia.

Po pierwsze - należy stale badać uczucia przeciwprzeniesieniowe.

Po drugie -  trzeba mieć akceptację, jak oni to określają akceptację nieeksploratywną, czyli nie interpretowaną, generalną nie interpretowaną akceptację przeniesienia erotycznego. To znaczy uważać, że przeniesienie erotyczne jest normą, czyli, że to że ja jestem kochany to nie jest żadne dziwactwo, że właściwie trudno sobie wyobrazić, żebym ja przez pacjentkę z określoną biografią oczywiście, żeby w stosunku do mnie nie było rozwijane przeniesienie erotyczne, seksualne, czy erotyzujące, że to jest norma. Oczywiście ja będę o tym mówił szerzej za rok, ale państwo zdajecie sobie sprawę, że w ogóle nie ma terapii bez przeniesienia z naszego widzenia, ale tu chodzi o to swoiste przeniesienie wzięte z określonej patologii, określonej biografii pacjentki.

Po trzecie -  to jest stała ocena, stała i elastyczna ocena znaczeń przeniesienia i jego funkcji relacji do oporu, będę o tym jeszcze szerzej mówił. No i

 po czwarte - czego nie będę poszerzał, to jest interpretacja związku pomiędzy przeniesieniem aktualnym tu i teraz a przeszłymi relacjami, które się rozgrywają tam i wtedy i pokazywanie jak tu w teraźniejszości przejawia się przeszłość, interpretowanie cały czas, przechodzenie od biografii do aktualności i z powrotem - to jest bardzo ważne.

 Na czym polega ten pierwszy punkt, to badanie uczuć przeciwprzeniesieniowych. Przede wszystkim to jest reaktywacja przeszłości w teraźniejszości, reprezentująca zwykle zapomniany materiał erotyczny, materiał seksualny. Tak jak państwo wiecie to monitorowanie siebie, swoich uczuć przeciwprzeniesieniowych powinno się składać z naszej refleksji, czy my bardziej w tym co czujemy, co robimy, co mówimy w stosunku do naszego pacjenta, czy my bardziej odpowiadamy na przeniesienie, tzn. że pacjent obsadza nas w innej roli, na przykład obiektu prześladowczego i teraz ja na to reaguję, czy też jest tak, że moje przeciwprzeniesienie jest aktywizacją mojej biografii, mojego związku z obiektem w konfrontacji w zetknięciu się z jakąś osobą. Np. siedzi przede mną kobieta, która mi kogoś przypomina, poprzez jej sposób zachowania, czy urodę, czy głos. Aktywizuje we mnie na przykład obraz jakiejś kobiety z mojej przeszłości, czyli że moje przeciwprzeniesienie jest zdominowane przez moje przeniesienie. To jest najistotniejsze żeby się  tutaj reflektować, czy ja jedynie odpowiadam, czy też ja kreuję jakieś relacje z mojej przeszłości w aktualnej relacji z moim pacjentem. Jakie są najczęstsze wzorce przeciwprzeniesienia związane z erotycznymi przeniesieniami i na co trzeba szczególnie uważać? Na przykład w sytuacji terapii prowadzonej przez mężczyznę z atrakcyjną kobietą, klasyczną przeciwprzeniesieniową sytuacją jest to, że obie strony nie spostrzegają przeniesienia erotycznego. Czyli on mówi, że ona jest ładna, atrakcyjna, wyjątkowo oddziaływująca kobieta, ale „ mnie to w ogóle nie dotyczy, no taka sobie jest bardzo atrakcyjna”. Czyli pojawia się zaprzeczanie swoim emocjom czy swoim przeżyciom na ten temat. Jak to się dzieje, że terapeuta mężczyzna najczęściej jako odpowiedź na własne wówczas pobudzenie seksualne albo stosuje masywne tłumienie albo przypisuje pochodzenie tego pobudzenia kobiecie, czyli uważa, że ona go uwodzi. Albo zaprzeczeniowo nie dostrzega w sobie pobudzenia, albo uważa że ona jest uwodzicielska. Więc albo unika albo obarcza ją odpowiedzialnością. Zwykle w klasycznym podejściu rozumie się, że jest to powtórzenie lęku ojca przed własnymi pragnieniami seksualnymi adresowanymi do córki, który albo obarcza córkę właściwością uwodzicielską, albo całkowicie zaprzecza, że córka jest osobą wyzwalającą bodźce erotyczne. Czyli, że procesem, który się dokonuje nieświadomie w tym przciwprzeniesieniowym wątku u terapeuty jest identyfikacja z wewnętrznym obrazem ojca u pacjentki. Jest to przeciwprzeniesienie komplementarne, ja staję się ojcem mojej pacjentki z wszystkimi obronami tego ojca i z wszystkimi mechanizmami, które on stosował. Ja odtwarzam z nią wczesnodziecięcą sytuację z ojcem, staję się jej ojcem, ale nie tylko dlatego, że ona rzutuje na mnie jak na ojca, tylko, że ja się wpisuję w swoim psychicznym funkcjonowaniu w takie obrony, które stosował kiedyś jej ojciec i tu tworzymy taką pewnego rodzaju patową, zamkniętą relację; ona mówi do ojca, a ja się zachowuję jak ojciec, oczywiście deseksualizując całkowicie tą relację. Czym to się może przejawiać ? Tym, że czym bardziej ja deseksualizuję swoja relację, czym bardziej zaprzeczam, że jestem mężczyzną poruszonym seksualnością kobiety, z którą rozmawiam, to mogą się u mnie prawie zawsze ujawniać tak zwane przedwczesne interpretacje  falliczne. Istnieje pojęcie tak zwanych fallicznych penetrujących interpretacji, to znaczy dosyć agresywnych , które są substytutem zlikwidowanej w tym procesie przeciwprzeniesieniowym mojej męskości. Czym bardziej czuję się „niemęski” , tym bardziej jestem męski w gadaniu, za przeproszeniem, że tak można to niezbyt elegancko podsumować. To się bardziej elegancko nazywa fallicznymi interpretacjami. Rzeczywiście one są ekwiwalentem, substytutem utraconej w tym procesie męskości. Podstawowym faktem jest, jakby powiedzieli terapeuci opierający się na świadomości, jest udawanie, że nic się nie dzieje, przy czym to „udawanie” odnosi się do procesów niekontrolowanych. Drugim typem reakcji przeciwprzeniesieniowych jest chłodna, zdystansowana odpowiedź na erotyzowany kontakt z pacjentem czy pacjentką, maksymalna kontrola wszystkich seksualnych przeciwprzeniesień, polegająca przede wszystkim na narastającym milczeniu, narastającej utracie empatii przez terapeutę i coraz bardziej powiększającym się u niego dystansie emocjonalnym do pacjentki. Niektórzy nazywają to mniej czy bardziej poetycko takim coraz bardziej szczelnym „kaftanem bezpieczeństwa”, który sobie nakłada terapeuta w relacji z taką pacjentką.

 Trzecim takim najczęstszym zabiegiem przeciwprzeniesieniowym jest zabieg polegający na traktowaniu, interpretowaniu erotyzmu, który płynie z relacji od pacjenta czy od pacjentki, jako formy oporu. To znaczy za chwilę będę mówił, że to może być opór, to wszystko zależy od doświadczenia, bystrości własnej i kontekstu, bo to z czym mamy do czynienia rozpatrujemy dopiero w superwizji. Bo to jest prawda, że jeżeli ktoś mi powie, że mnie kocha, to może być poza tym, że erotyczne, erotyzowane, egodystoniczne, egosyntoniczne - to może być rejestracją krótkotrwałego przeniesienia, emocji przeniesieniowej, ale może być też formą oporu przed bardzo różnymi tendencjami. Czyli to nie jest tak, że możemy z góry powiedzieć, że jak ktoś coś mówi to znaczy to albo tamto, na pewno.Nie, musimy to wszystko przepuszczać przez konkretną sytuację, rozumienie konkretnej sytuacji terapeutycznej, konkretny kontekst i konkretną osobowość i mechanizmy, które nią rządzą. W każdym razie jedną z możliwych reakcji przeciwprzeniesieniowych, jeżeli mówimy o przeciwprzeniesieniu, to jest potraktowanie erotyzmu jako oporu. Takie tendencje występują zwykle u specyficznego typu terapeutów, to znaczy takich, którzy będą przyjmować, że seksualność i miłość, oni oczywiście mogą się nie przyznawać do takiego stanowiska, że to są w ogóle zjawiska do leczenia. W związku z tym mają oni bardzo dużą kontrolę nad tymi emocjami i rzeczywiście większość takich sformułowań traktują jako formę oporu, co nie znaczy, że rzeczywiście mogą być formą oporu.

 Czwartym wzorcem przeciwprzeniesienia, które jest bardziej zdradliwe niż inne, jest przeniesienie, które zaspakaja, stanowi osobowościową gratyfikację uzyskiwaną poprzez nieanalizowalne przeniesienie erotyczne ze strony pacjenta. Jednym słowem są to ci terapeuci, którzy grzeją się, można tak powiedzieć w słońcu tych erotycznych przeniesień i nie dokonują żadnych specyficznych interpretacji czy rejestracji, czy opracowania, przepracowania, czy w ogóle nie komentują, oni zamrażają taką sytuację, w której są obiektem tego rodzaju erotycznych wynurzeń czy przeniesień. Zatrzymują czas, nie chcą nic z tym zrobić. To nie jest tylko to, że oni - jak wam się to zapewne kojarzy - są skrajnie znarcyzowanymi osobami, nie tylko to może kształtować takie przeciwprzeniesienie, że mają tendencje sadystyczne.Najczęściej są to ludzie, którzy sami w przeszłości byli pobudzani poprzez frustrację, jako dzieci. Znaczy rodzice ich stymulowali do aktywności poprzez frustrowanie. Jest taki styl wychowania, że odmowa jest stymulacją do działania i przyjmuje się, że najczęściej ci terapeuci się wywodzą z tego rodzaju dzieci i oni to w terapiach swoich powtarzają, to znaczy, że oni stymulują swoich pacjentów przez utrzymywanie ich w stanie nieanalizowanej frustracji. Mówię to po to, żeby tych terapeutów nie uważać za skrajnie znarcyzowanych terapeutów, co też bardzo często się zdarza i nie tylko sadystycznych, może też być takie specyficzne powtarzanie relacji ze swoimi osobami znaczącymi, może być to wyraz przeniesienia, wnoszenia i kreowania związku terapeutycznego w oparciu o własne doznania z ważnymi figurami rodzicielskimi. To są tylko przykłady które pokazują jak złożony i ważny jest ten temat i że w gruncie rzeczy prowadzenie tych terapii zawsze musi być związane z silną refleksją i szczególnie dokładną superwizją, jeżeli chodzi o analizę erotycznych i erotyzowanych przeniesień, to jest pierwsze. Po drugie, że bardzo wiele konkretnych sytuacji może być kreowanych nawet nie przez pacjenta, tylko przez terapeutę i że patologia relacji może być nie tylko związana z przeniesieniowymi uwarunkowaniami pacjenta, ale również z bardzo silnymi przeciwprzeniesieniowymi reakcjami terapeuty. Na czym polega to co przed chwilą nazwałem tą niedyskursywną akceptacją przeniesienia erotycznego? Na tym co wspomniałem, znaczy, że immanentną cechą procesów terapeutycznych, które się prowadzi z tymi osobami są właśnie seksualne, erotyczne i erotyzowane tendencje. Wiele autorów uważa, że jest w związku z tym dopuszczalny pewien komunikat, taki, który ma uspokoić z jednej strony pacjenta, a z drugiej strony nie dopuścić do zbyt dużych zablokowań tego rodzaju uczuć z jego strony, a mianowicie można mu powiedzieć, mając przekonanie, że rozmawia się z osobą, u której najprawdopodobniej ten mechanizm wystąpi, ze taki mechanizm jest naturalny. Na przykład Stoller pisze w ten sposób, że może tak ten komentarz wyglądać: terapeuta mówi do pacjenta „ w psychoterapii możesz doświadczać szerokiego zakresu uczuć nienawiści, miłości, zawiści, pobudzenia seksualnego, gniewu, radości i wszystkie one winny być ukazywane i rozwiązywane w formie tematów do naszej dyskusji jako ważne informacje dla terapii” oczywiście nie ma w tym nic takiego odkrywczego, ale co tu ważne, żeby zapamiętać, to że możemy to pacjentowi powiedzieć w formie komunikatu, wyjaśnienia, opisania tego co nas czeka.Nie jest tak, że musimy tylko czekać, możemy wyprzedzić pewne procesy, które pojawiają się w terapii i uspokoić pacjenta. Tak jak Państwu powiedziałem, rzeczą może najistotniejszą jest stałe rozumienie i stałe rozeznanie znaczeń przeniesienia i funkcji tego przeniesienia. Jedną z funkcji tego przeniesienia może być bowiem funkcja oporu. Oporem jest to, co jest robione, opozycją do oporu jest pamięć i werbalizacja. Wszystkie zjawiska oporowe to są acting out-y, na przykład: spóźnienie na sesję, nie płacenie za sesję, to jest behavior to jest zachowanie. Czyli zamiast powiedzieć terapeucie o na przykład lęku, złości, miłości i lęku przed miłością, lęku przed wrogością, że to jest wzięte z doświadczenia pacjenta,  pacjent   nie przychodzi na sesję, spóźnia się, albo, bo ukochana forma oporu wielu pacjentów to milczenie, zamiast mówić - milczy. Opór jest wtedy, kiedy jest aktywnością, działaniem fizycznym, a nie jest aktywnością psychiczną, co jest pożądane w tego typu terapii. Jest jednocześnie komunikatem, który powinien być tak rozumiany, że powinienem interpretować opór. Interpretacja oporu, obok interpretacji przeniesienia, jest podstawową drogą  do rozumienia pacjenta, a więc interpretacji wszelkiego rodzaju jego zachowań, nadawanie tym zachowaniom znaczeń. Zmierzam do tego, że erotyczne przeniesienie pacjenta, na przykład mężczyzny na swoją terapeutkę, nie koniecznie musi być spostrzegane jako przeniesienie, może być oporem. Na przykład oporem klasycznym przed ujawnieniem  tendencji homoseksualnych. Jeżeli dzisiaj zaczęliśmy nasze spotkanie od negatywnie rozwiązanej sytuacji edypalnej u mężczyzny i na przykład u takiego mężczyzny powstają tendencje homoseksualne, to formą zaprzeczenia tendencjom homoseksualnym, formą ekspresji lęku przed własnym homoseksualizmem może być hiperseksualność adresowana do kobiet. Bardzo często tak jest, że na przykład ci kompulsywni uwodziciele, ci z kompleksem Don Juana, czy z kompleksem Casanova, aczkolwiek Casanova jest bardziej związany z okresem wcześniejszym szkolnym, kobieta jest przeżywana głownie nie w kategoriach obiektu seksualnego, tylko macierzyńskiego w kompleksie Casanovy, te osoby mogą w ten sposób osłabiać lęk kastracyjny i lęk przed własnymi tendencjami homoseksualnymi. Wtedy miłość do terapeutki u takiego mężczyzny jest formą oporu przed dopuszczeniem do siebie asocjacji tendencji, czy fantazji seksualnych w terapii. Po drugie, na przykład poprzez przeniesienie erotyczne może być maskowane uczucie agresji i sadyzm, bardzo często te uczucia są maskowane, czy zaprzeczane przez cały szereg ujawnianych, okazywanych tendencji miłosnych czy seksualnych. W seksualności zawsze istnieje pewna komponenta agresywności, zwłaszcza w seksualności męskiej, związana z tak zwaną seksualnością falliczną. Tu oczywiście nie mówimy o tej komponencie, tu mówimy o oporze, w którym miłość ma maskować uczucia wrogości i sadyzmu. Może maskować również chęć zniszczenia terapeuty. Cały szereg zachowań może maskować, ale z takich rzeczy, które warto wymienić to jest to, że w deklaracji miłości nie chodzi o związek ludzi dorosłych, czyli że przeniesienie erotyczne może maskować pragnienia i tendencje symbiotyczne. Bo dążyć do miłości z drugim człowiekiem to można albo dążyć w sposób dojrzały i dorosły, albo w wersji miłości dziecięcej i wtedy rzeczywiście można tak atrybutyzować związek terapeutyczny jako formę symbiotycznej relacji ze swoją matką. Z jednej strony przeniesienie erotyczne jest źródłem bardzo dużej naszej wiedzy o tendencjach i pragnieniach, czyli, że może być traktowane dosłownie i może być faktycznie obszarem bardzo istotnych z punktu widzenia  terapeutycznego opracowań i przepracowań. Z drugiej strony może być traktowane w niektórych kontekstach jako masywna forma oporu – czyli można powiedzieć, że miłość może być prawdziwa albo może być nieprawdziwa. Na tym byśmy skończyli coś co można nazwać psychopatologią, etiopatogenezą i leczeniem histerii . 

 Przejawia się ona głównie w dwóch formach. W formach konwersyjnych i w formach dysocjacyjnych. Obszarem leczenia psychoterapeutycznego współcześnie głównie jest patologia dysocjacyjna, można by powiedzieć -  nerwica dysocjacyjna. To stało się po wielu latach wygnania tej patologii, nieobecności zarówno w książkach psychiatrycznych jak i psychoterapeutycznych. W tej chwili jesteśmy na etapie powrotu do pojęcia dysocjacji i bardzo rozbudowanych technik określajacych w jaki sposób te osobowości z dysocjacją leczyć. U nas w Polsce tradycyjnie trochę wleczemy się na końcu, tak jak było z pojęciem borderline, z pojęciem osobowości narcystycznej, znaczy do nas jeszcze to znaczenie i ciężar patologii dysocjacyjnej nie za bardzo dotarło. Myślę, że do roku, dwóch będziemy mieć wysiew tych rozpoznań. A rzeczywiście jest to patologia bardzo ciekawa, jest to patologia bardzo obecna w innych patologiach, być może w tej chwili jeszcze bardziej modnych i wymagająca specyficznych umiejętności pracy terapeutycznej. Cała kariera powrotu dysocjacji, która została usunięta w latach 50-tych i 60-tych, jest związana z dwoma obszarami, pojęciami. Przede wszystkim z pojęciem PTSD i z pojęciem nadużyć. W tej chwili uważa się, że PTSD jest tożsame z dysocjacją, a dysocjacja jest podstawową obroną, immanentnie związaną z nadużyciem.Nie ma nadużyć, które by nie prowokowały w jakimś procencie, w jakimś stopniu obrony dysocjacyjnej. Rozumienie dysocjacji w tej chwili i techniki pracy z pacjentami, którzy stosują ten mechanizm jako podstawowy mechanizm obronny (nie jest to sensu stricte mechanizm neurotyczny), jest  jednym z głównych obszarów refleksji analitycznej.


Zaprojektowanie strony