Perwersje
Wykład Dr Piotra Drozdowskiego
„Perwersje”
Dzień dobry wszystkim. Dzisiaj chciałbym przedstawić państwu kolejny problem psychopatologiczny, który logicznie jest przestawiać po omawianiu głębokiej patologii osobowościowej, jaką jest patologia borderline'owska i narcystyczna. Pierwszą taką patologią, którą omówiłem w oparciu o wcześniejsze prezentacje problematyki osobowościowej, była prezentacja osobowości antyspołecznej. Osobowość antyspołeczna jest osobowością, która się łączy z perwersyjnością w tym sensie, że obie te kategorie kliniczne konfrontują nas, w sposób być może najbardziej wyraźny, z kilkoma problemami, a przede wszystkim z problemem relatywizmu ocen, mianowicie jak nasze oceny, a więc w pewnym sensie nasze diagnozy, bo diagnozy są przecież formą ocen, są relatywne czy w jakimś sensie wiążą się z kulturą czy czasem historycznym, w którym żyjemy. Może w mniejszym stopniu to jest widać w przypadku antyspołecznych zachowań, o tyle w przypadku perwersji jest to problem kolosalnie duży, który właściwie wymaga zupełnie specjalnego omówienia, które miałoby przede wszystkim na celu refleksję na temat w jaki sposób my nie zachowujemy i nie jesteśmy w stanie zachować tego, co się nazywa neutralnością, tego, co się nazywa pewnym naszym neutralnym podejściem do problematyki moralnej. Ja temu nie będę poświęcał zbyt wiele czasu bo, jak mówię, jest to zbyt obszerny rozdział, żeby go nawet zasygnalizować. Relacja moralności do naszych działań, jakie podejmujemy w naszej aktywności terapeutycznej, jest rzeczą istotną i ważną. Tu trzeba państwu wiedzieć, że w przypadku perwersji my dostrzegamy daleko idące zmiany. Jeżeli psychoanaliza liczy sobie około stu lat, te sto lat dla kultury europejskiej czy europejsko-amerykańskiej to jest bardzo duży okres czasu. My w tym okresie doznaliśmy prawdziwej rewolucji dotyczącej przede wszystkim czego, proszę państwa? Dotyczącej stosunku do naszej seksualności. I ta rewolucja, trzeba sobie powiedzieć, ona nie jest w żaden sposób, to jest nie do obronienia, ... . Często się możecie spotkać państwo z takim poglądem, że my mamy inny stosunek do naszej seksualności, do naszych obyczajów seksualnych, do akceptowanych i nieakceptowanych form ekspresji popędu seksualnego, i tak dalej, że to jest związane z jakąś nauką, z jakimiś ustaleniami naukowymi. Jest to związane z pewną transformacją kulturową. Ta transformacja kulturowa dokonuje pewnych rozstrzygnięć sprowadzających się do tego, co jest dobre, a co jest złe, a co za tym idzie, co jest do zmiany, a co nie jest do zmiany jak i nasz stosunek do tego rodzaju zachowań, jaki ten stosunek powinien być, jaki jest normalny i pożądany. Mało tego. Jak państwo wiecie, nie są to tylko konstatacje generalne jaki powinien być człowiek ale te zachowania się egzekwuje i narzuca się pod rygorem. Czego? W najlepszym razie ostracyzmu społecznego. Jeżeli nie mamy poglądów, które byłyby politycznie poprawne to w najlepszym razie czeka nas ostracyzm salonowy, a w najgorszym razie różnego rodzaju.... Nie jest tak, że są to tylko neutralne poglądy, o których się mówi. One są egzekwowane mniej czy bardziej świadomie, mniej czy bardziej wyraźnie.
My jako psychodynamiczni psychoterapeuci jesteśmy w dość trudnej sytuacji ponieważ, jednym z podstawowych, proszę państwa, celów, dla których my podejmujemy aktywność zmierzającą do zmiany w stosunku do drugiego człowieka to jest to, aby poprawić jego adaptację. Nie jest to jedyny cel, ale jeden z głównych. Kiedyś on był na pewno głównym. W czterdziestych czy pięćdziesiątych latach istniało jakby jedenaste przykazanie w naszej kulturze, przykazanie bycia zaadaptowanym.
Jeżeli jednym z naszych celów, głównym czy nie głównym, jest jednak zaadaptowanie człowieka do zastanych norm i do tego, aby on dobrze funkcjonował w społeczeństwie, w którym żyje, no to oczywiście też bez przerwy spotykamy się z problemem pewnego rodzaju oportunizmu naszego w stosunku do zastanych norm. Analitycy, jak państwo wiecie, mają tendencję, generalnie rzecz biorąc, do pewnych raczej rewolucyjnych rozwiązań, konstatują się z czasem oportunistycznymi, tak jak cała lewicowość z lat sześćdziesiątych.
W każdym razie nie możemy całkiem abstrahować od tego, żeby w stosunku do nas samych prezentować podobne standardy. I to jest pierwsza sfera konfliktu. Po drugie jeżeli się zmieniają czasy, jeżeli się zmienia moralność, jeżeli się zmienia stosunek do ekspresji popędowych, zarówno libidinalnych, jak i agresywnych, to zmieniają się nasi ojcowie. Jeżeli się nasi ojcowie zmieniają to zmieniają się również ojcowie analityków. To znaczy, że inni byli ojcowie Freuda, freudystów, a inni są, proszę państwa, ojcowie kleinistów, a jeszcze inni będą ojcowie analityków lat osiemdziesiątych. W związku z tym analitycy pomieszczają w sobie różne, nie takie same, struktury wartościujące, struktury świadome i nieświadome, normatywne. W związku z tym sami jak gdyby posiadają różne, nie tylko pod względem zawartości treściowej struktury superego ale również posiadają różne sumienia rozumiane jako świadomą część struktur superego. To jest drugi czynnik. A więc zmiany obyczajowe z jednej strony i przymus, w pewnym sensie przymus adaptowania naszych pacjentów. Po drugie zmiana zawartości superego. I po trzecie wpływ, bardzo silny wpływ, na osobowość analityków ich pacjentów. To państwu wielokrotnie mówiłem przy różnych okazjach i będę mówił w sposób precyzyjniejszy i systematyczniejszy na wykładach w przyszłym roku na czym polega proces terapeutyczny. Proces terapeutyczny polega nie tylko na interpretacji, nie tylko na uzyskiwaniu przez pacjenta wglądu ale na specyficznych introjektach. Jednym z tych introjektów jest oczywiście pomieszczanie w pacjencie osobowości psychoterapeuty ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu ale oczywiście i vice versa, to znaczy z kim przestajesz, takim się stajesz. Analitycy będąc narażeni na dużą ekspozycję osobowości różnych zaburzonych, na przykład perwersyjnych pacjentów, będą mieli oczywiście tendencje do pewnego rodzaju mechanizmów czy identyfikacyjnych, czy przeciwidentyfikacyjnych z różnymi aspektami natury tych pacjentów. Czym bardziej spotykamy się z zaburzonymi osobowościami to nie odbywa się to bez naszych kosztów. To jest banalna prawda, bo nie można bez obustronnych konsekwencji być nauczycielem, chirurgiem, pilotem albo dlatego również pacjentem czy terapeutą psychodynamicznym. Pewne koszty za to oczywiście trzeba zapłacić. To warto wiedzieć na samym wstępie, co nie znaczy, że psychiatra zorientowany biologicznie nie płaci swoich kosztów. Nie ma nic za darmo. Możemy tylko respektować jakie są konsekwencje z jednej strony naszych podejść teoretycznych, a z drugiej naszej przewlekłej ekspozycji na różnego typu patologię. Wiecie państwo, że są psychiatrzy, którzy się zajmują głównie neurotykami, inni się zajmują psychotykami, a jeszcze inni są psychiatrami sądowymi. Po pewnym czasie zaczynają, że tak powiem, płacić cenę albo czerpać zyski, w zależności w jakiej psychiatrii się wyspecjalizowali.
Tak więc są te trzy, proszę państwa, okoliczności, które prowadzą nas do tego, co by można nazwać pogłębiającymi się zmianami naszego stosunku do tego obszaru patologii, który nazywamy perwersjami. Właściwie na dobrą sprawę doszło już do tego, że przestaliśmy to już nazywać perwersjami i używamy teraz pojęcia parafilii. Słowo perwersja oczywiście pochodzi od angielskiego słowa perversiveness, i znaczy dokładnie przewrotny, fałszywy i nosi w sobie bardzo dużo konotacji ocennych podczas gdy parafilia jest takim ładnym słowem, które brzmi ciepło i nie nosi w sobie żadnych złych skojarzeń. Będziemy dzisiaj mówić o perwersjach albo lepiej i przyjemniej mówić o parafiliach. Proszę państwa, są to zabiegi lingwistyczne dosyć zabawne ponieważ mają one uniknąć tak zwanego wydźwięku pejoratywnego związanego z tymi słowami ale trzeba powiedzieć, że dalej jeżeli chcemy się zajmować tym obszarem to musimy powiedzieć, że dalej nie wiemy, kto ustala normy zachowania seksualnego. Znaczy domyśliwujemy się ale, jak powiedziałem, mogłoby to być tematem osobnego zupełnie wykładu, niekoniecznie na tym kursie, w których chodzi już nie o perwersje, ale kto ustala pod koniec dwudziestego wieku w kręgu kulturowym, w którym my żyjemy, normy. Jeżeli jest kilka ośrodków, które te normy ustalają i egzekwują to oczywiście mamy sytuację konfliktową. W obszarze naszej kultury skończyły się dobre stare czasy. Przykładem było społeczeństwo ateńskie, które sprowadzało się do tego, że całe społeczeństwo nie miało wątpliwości co jest dobre, co jest złe, do czego należy dążyć, do czego nie należy dążyć czyli nie miało wątpliwości co jest cnotą, mówiąc językiem tamtych czasów. W tej chwili jesteśmy zdani na indywidualizm. Sami musimy określać z czym się łączymy, z czym się identyfikujemy i jakie będą konsekwencje tych naszych wyborów. Chciałem powiedzieć, że aczkolwiek mamy pewne supozycje płynące z biologii dotyczących potrzebności albo początku występowania pewnych zachowań seksualnych to dalej z tych obserwacji nie będą wcale wynikać normy. Jeśli w tej chwili na przykład odkrywam, że nie można wykluczyć, że w życiu płodowym dziecko rodzaju ludzkiego doświadcza specyficznie rozumianego orgazmu polegającego na aktywności fizjologicznej zawiązków... członka męskiego to oczywiście z tego nic nie wynika, czy normą jest seksualność dziecięca czy nie.
